środa, 1 czerwca 2016

Prolog By a chance, you're my destiny

To była miłość jak z bajki. Dwoje ludzi, dwa serca bijące w tym samym rytmie i jedno "tak" wypowiedziane z jej ust, i gdyby nie fakt, że życie to nie bajka, być może żyli by długo i szczęśliwie...

Miłość jest jak iskra pojawia się nagle, tak niespodziewanie i powoli pochłania serca kochanków do tego stopnia, że nie potrafią bez siebie egzystować. Ale co jeśli ktoś postanowi raz na zawsze zgasić to uczucie? Co jeśli przez nieuwagę wszystko zniknie?  
Zayn nienawidził przypadków. Uważał, że wszystko na świecie jest z góry ustalone. Dlaczego? Bo to właśnie przypadek sprawił, że nie może trzymać swej narzeczonej za rękę, nie może jej przytulić, usłyszeć jej śmiechu...czasami, gdy zamyka oczy udaje mu się ujrzeć jej twarz, ale nie jest to tak wyraźny obraz jak z przed roku, to tylko zamazana, zdeformowana wizja. Minęło 365 dni 12 godzin od kiedy jego serce zostało połamane na małe kawałki. Jeden telefon, który sprawił, że jego świat się zawalił. Wypadek. Lauren miała wypadek. Umarła leżąc na noszach ,trzymając dłoń Zayn'a. Ostatni raz wyszeptała "Kocham" i zasnęła. Ten obraz towarzyszył brunatowi każdego dnia, zwłaszcza teraz, gdy przyjechał do kliniki porozmawiać z lekarzem. Z jego rozmyśleń wyrwał go dźwięk klaksonu, dopiero teraz dostrzegł, że stoi na środku parkingu. 
- Nie tylko ty chcesz zaparkować!- młoda brunetka krzyknęła przez otwarte okno w swoim samochodzie. Zayn nienawidził takich niecierpliwych osób, a ona z pewnością do nich należała. Gdy zaparkował swoje auto, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i jeszcze przez chwilę przyglądał się dziewczynie, która szarpała się ze swoją torebką, której połowę zatrzasnęła drzwiami. Wariatka. Podsumował w myślach Zayn i wszedł do kliniki. 
- Pan Malik, co tu pana sprowadza?- spytał wysoki mężczyzna, który trzeba przyznać nie zmienil się ani trochę od ich ostatbiego spotkania. 
- Mam do pana pewną sprawę, chodzi mi o Lauren- sam się zdziwił, żs z taką łatwościa wypowiedział jej imię 
- Oh- lekrzerz spojrzał uważnie na młodego chłopaka - Proszę chwilkę poczekać- przeniósł wzrok na brunetkę, która własne zmierzała w ich kierunku. To ta wariatka. 
- Jessie, mam twoje dokumenty- podal jej teczkę. Zayn i brunetka mierzyli się przez chwilę spojrzeniami. 
- Jak się czujesz? - lekarz kontynuował, udając, że nie wyczuwa spięcia między tą dwójką. 
- Dobrzę, dziękuję za troskę. - uśmiechnęła się- Będę już leciała, muszę jeszxze coś załatwic. 
- Uważaj na siebie!- rzucił lekarz do odchodzącej brunetki. Obaj mężczyźni jeszcze przez moment spoglądali w jej strone po czym Zayn znowu zaczął  
- Chcę wiedzieć kto ma jej serce- wypalił nagle
- Myślałem ze nie chce pan tego wiedzieć, co się zmieniło od zeszłego roku. 
- po prostu zmieniłem zdania - nie chciał się nikomu tłumaczyć Może mi pan to powiedzieć prawda. 
Lekarz przez moment bił się z myślami. 
- Ta dziewczyna, która przed chwilą wyszła..To była ona.- westchnął- Jessica Roe, to ona potrzebowała przeszczepu serca, miała niedokrwienna chorobę serca. Pańska narzeczona uratowała jej życie. 
Zayn miał ochotę przyszpilić lekarza do ściany i go uderzyć. Za co? Sam nie wiedział. Wspomnienia o Lauren były zbyt bolesne. 
- Szkoda, że wy nie potrafiliście uratować życia Lauren.- syknął.
- Pańskie oskarżenia są bezpodstawne- odparł zmieszany doktor- A i jeszcze jedno- dodał- Proszę nie niepokoić Jessie, ona na prawdę dużo przeżyła. 
Zayn nie odpowiedział, po prostu wyszedł. Wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów i właśnie miał wyjąć jednego z nich, gdy zobaczył brunetkę, która całą zawartość torebki wyrzuciła na chodnik. Najwyraźniej czegoś szukała. Zayn schował z powrotem paczkę do kieszeni i podszedł do dziewczyny i przez moment...przez krotką chwile wydawało mu się widzi Lauren. 
- Nie podchodź, mój chłopak pracuje w policji- ostrzegła nawet nie podnosząc wzroku. Zayn nie odpowiedział, po prostu nachylił się i podniósł plik kluczy leżący pod jego nogami. 
- Tego szukasz?- spojrzał na nią i delikatnie się uśmiechnął, jakby wiadomość lekarza zmieniła jego zdanie na temat roztrzepanej brunetki. Prawdą jest, że Zayn nie potrafił ułożyć sobie życia bez ukochanej, wiele razy próbował, ale zazwyczaj kończyło się to przygodą na jedną noc. Wyrzuty sumienia zagłuszał alkoholem i dymem papierosowym, ale to także mu się znudziło. Jak się okazało tylko miłość do Lauren była w jego życiu trwała, a skoro Jessie posiada w sobie jej część liczył, że to tak jakby jego ukochana nadal była z nim. 
- Dzięki- odparła zmieszana brunetka i znowu spuściła wzrok. Za nim Zayn zdążył powiedzieć coś jeszcze, dziewczyna szybko sprzątnęła zawartość torebki i wsiadła do samochodu. Coś podpowiadała jej, że ten chłopak nie należy do najmilszych i mimo, że sama nie oceniała ludzi po wyglądzie to o tej godzinie postanowiła zachować ostrożność. Nawet przez moment zrobiło jej się głupio, że nakrzyczała na niego wcześniej na parkingu.
Zayn nie odrywał wzroku od dziewczyny i gdzieś w głębi serca pogodził się z faktem, że to może być ostatni raz kiedy ją widzi, ale mimo wszystko nieodparta chęć zaopiekowania się nią nadal ciążyła mu w głowie. Jessie w niczym nie przypominała ukochanej chłopaka, była jej kompletnym przeciwieństwem, ale Zayn jeszcze tego nie wiedział. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz